Jak gotowanie wpływa na rozwój firm i efektywność zespołów

Gotowanie a rozwój zespołu? Czy to jakiś nowy pomysł z obszaru specyficznie pojmowanej działalności HR?
Słyszeliśmy już o wyjazdach integracyjnych, które stawały się kanwą scenariuszy kiepskich filmów, była też moda na wzajemne strzelanie pracowników do siebie w ramach paintballa (co prawda strzelanie tylko nabojami z farbą, ale boli i ciało, i duszę trafionego) a w niektórych firmach próbuje się realizować pomysł, żeby oceniać pracowników „obiektywnie”.

A o co teraz chodzi?

Tym razem nie o to, żeby zespoły firmowe wspólnie gotowały, a przynajmniej nie w sposób pokazany w pewnym programie telewizyjnym o dużej oglądalności. Gwiazdą jest tam człowiek, który osiągnął  niebywały sukces, bo w dziedzinie, w której świat nas jeszcze nie zna, prowadzi jedyną chyba w Polsce restaurację wyróżnioną gwiazdką w międzynarodowym przewodniku.

Zrealizował więc marzenie wielu kucharzy i właścicieli restauracji. Nasuwa się myśl, że skoro doprowadził swoją restaurację do światowego poziomu, to jest nie tylko doskonałym kucharzem, ale i menedżerem. Szefem, który potrafił zbudować zespół realizujący jego koncepcję i utrzymujący ten wysoki poziom. To następna myśl narzuca się sama – trzeba się od niego uczyć, on wie, jak to robić!

Nie wiem, jakie są kulisy przyznawania gwiazdek dla restauracji, nie mam pojęcia, czy jedzenie w tej restauracji jest tak fantastyczne, jak związany z nią marketing i czy ten modelowy szef – gwiazda rzeczywiście prowadzi swoją restaurację oraz prawdziwy zespół w sposób pokazany w programie.

Co jednak jest w tym programie?

Podniesione głosy, zwracanie się do uczestników przez szefa bez szacunku nawet w sytuacji, kiedy zwraca uwagę, któremuś z uczestników, że powinien zachowywać się „na odpowiednim poziomie”. Efekty przypominają „falę” w wojsku i podobnie jak ten mechanizm zarażania przemocą działają – stosunki między uczestnikami programu są kiepskie: podgryzanie się wzajemne, stres, płacz i zgrzytanie zębów, ciągle coś się nie udaje i kogoś wyrzucają, straszna presja, podkręcanie rywalizacji .
Faktycznie „piekielna” ta kuchnia. No, ale czasem jakieś danie się udaje i jest „super”. I oglądalność rośnie – jako ludzie lubimy przecież oglądać przemoc i igrzyska.

Tylko jakim kosztem to wszystko się dzieje?

Czy gdyby szef – gwiazda inaczej zorganizował pracę i traktował ludzi z szacunkiem, to przypadkiem szybciej, sprawniej i więcej takich genialnych dań by nie stworzyli? Pewnie jednak oglądalność by spadła a program jest przecież zrobiony dla oglądalności i, gdyby nie było widowni, na której można dokonać lokowania produktu, to dla telewizji straciłby sens!

No, ale o co chodzi? – spyta ktoś, mamy różne filmy o psychopatycznych mordercach, jest np. Hannibal Lecter (przeuroczy i inteligentny), a przecież nikt masowo nie zjada sąsiadów w potrawce (hmmm – znowu to gotowanie…).

Myślę, że to nie jest błaha sprawa związana tylko z marketingiem jakichś przypraw.  W przypadku Hannibala wiemy, że to fikcja, że to świetny, ale jednak tylko aktor, natomiast w tym programie widzimy nie żadnego aktora, lecz autentycznego człowieka, który osiągnął sukces i może stanowić wzór dla młodych menedżerów.
Jaki generuje przekaz? Jak jesteś szefem, to wrzeszcz, pomiataj i wyrzucaj ludzi bez mrugnięcia powieką, strach najlepszym Twym doradcą.
Czy tak rzeczywiście prowadzi swoją restaurację, czy to tylko tak „dla telewizji” udaje?
Może jest to tylko kreacja na potrzeby tego programu (żeby się „działo”, bo jak leje się krew i ludzie skaczą sobie do oczu, to jest ciekawiej)?
A może tak właśnie „robi się” świetne restauracje?
A może on to robi specjalnie dla skasowania swojej konkurencji, żeby myślała, że tak trzeba robić i poniosła klęskę kopiując ten styl?
Czy przemoc, strach i niszczenie ludzi w organizacjach są skuteczne do realizacji celów? Tu i teraz w XXI wieku?
Na jak długo przynoszą sukces?
I czy o taki sukces nam chodzi?

Jeżeli szefowi zależy na zbudowaniu zespołu silnego, radzącego sobie z wyzwaniami , realizującego cele firmy nawet w trudnych i niepewnych warunkach, w którym pracownicy  są lojalni i kreatywni w pozytywnym znaczeniu tego słowa, to warto, żeby przynajmniej:

  • słuchał i mówił do ludzi z szacunkiem a nie tylko mówił o szacunku
  • dawał pracownikom konkretne zadania z przestrzenią na popełnianie błędów oraz merytoryczną informację zwrotną na temat nieuniknionych błędów
  • mówił co mu się podoba i wyrażał uznanie oraz tak samo jasno określał, co nie i z jakiego powodu

Jeżeli jednak szef ma przekonanie, iż jest istotą boską, to wtedy może wystąpić  pewna trudność w zbudowaniu takiego zespołu, ale zawsze można się wtedy udać do telewizji…

Mam tylko nadzieję, że przedsiębiorcy, menedżerowie, kandydaci na twórców start-upów nie mają czasu na oglądanie w telewizji programów o gotowaniu.

O autorze

Anna Podgórska

Założycielka i CEO Homo Creatore, menedżer, doradca i trener biznesu, wykładowca na studiach podyplomowych Executive MBA ALK, certyfikowany doradca metod badania potencjału ludzi i zespołów: THOMAS, HOGAN i FRIS

Zobacz więcej